Były mi drogowskazem
ran, które jeszcze wczoraj były
mi drogowskazem.
Rozprzestrzeniam się na skrawki,
z jakimi udam się w nieznane.
Może to czas sprawi, że zapomnę o życiu?
Może los pokrzepi myślą
i przyrzeknie, że to niepozorna literówka?
Czeka na mnie sen – przyszedł
nie w porę.
Wieczór stanie się przedmową biografii.
Zakocham się tak, że księżyc
zwróci światło, a nadzieja
łaskawie się zazieleni.
Póki żyją we mnie gwiazdy, póki trwam
na krawędzi tęsknoty – będę
twoim wołaniem o pomoc, pojedynkiem,
który wygra Bóg.
Nie doszukam się w tobie obietnicy,
że to, co stracone, niebawem powróci.
