Piechur III
Asfalt się świeci, pot wylewa z czoła,
Myśl się plącze, jak wełna na kole.
Życie to szaleństwo, gonitwa bez celu,
A na to piękno chętnych wciąż wielu.
Wieczorna trasa, chciejstwem usłana,
Piękno natury? Przejrzane do rana.
Zaspać w pościeli, w śnie się pogrążyć,
By cudzym szczęściem siebie nie obciążyć.
Praktyki yoga, w lustrze spojrzenie,
Z Bogiem rozmowa, tylko znużenie.
Chwila zadumy, jak w zepsutej windzie,
Zamiast harmonii - moment w obłudzie.
Z góry się śmieją, w płaszczu z obłoków,
Grzechy prześwietlają, z uśmiechem w oku.
Dziwaczne pomysły, brak wstydu cienia,
Może przebaczą, choć kręcisz i ściemniasz.
Kierunek znany, do piekła na skróty,
Wierzą w obietnice, choć wciąż są kłopotem.
W dół się staczają, z nadzieją w sercu,
Że ktoś ich wyciągnie, z tego zamętu.
~ Pióro Amora ~
© XXIII.VIII.MMXXV