derealizacja
w cieniu obłoków pod jasnym słońcem
cieple fluidów niebiańskich i mglistych
balansie między początkiem a końcem
wśród myśli błogich lekko nieczystych...
...tańczę na linie gdzieś w siódmym niebie
w wysokich glanach tiulowej spódnicy
spoglądam z góry jak wychodząc z siebie
gonię za szczęściem w tłocznej ulicy
rytm znów zgubiłam czymś wytrącona
przecinam przestrzeń lotem szybowca
włosami strącam motyle w kokonach
śpiące w zaciszu krzewów pigwowca
z wolna opadam w kamienic gęstwinę
twarz mi musnęły trzy piórka ptaków
w miejską zaplatam się pajęczynę
bujam się mdląco jak insekt w hamaku...
rajskie jabłuszko na głowę mi spada
wiatr jeszcze szepcze czułostki na uszko...
stoję na światłach już cicha i blada
idę powoli... tak bardzo mi duszno...
