Epifania
bez uciekania się do podstępów pisarstwa”
Czesław Miłosz
Lubiłem wiersze
o prawdziwych osobach
i rzeczach,
bo piękno wytopione
z samych słów
zdawało się podejrzane,
jak ścigany oszust,
za którego wyznaczono
zbyt niską nagrodę.
Przepisując,
z przygryzioną wargą,
kolory i kształty,
czułem, jakby malował z natury,
bo wiedziałem,
że linie i odcienie
będę mógł sprawdzić
dotknięciem.
Soczysty sad
pełen sierpniowych owoców
i kryjówek na zieloną miłość,
był prawdziwy,
chociaż tak jak wszystko,
istniał z wysiłkiem,
tuż przy granicy
niebytu.
To co istnieje
jest lepsze od tego,
czego nie ma,
powtarzałem jak zaklęcie,
obawiając się,
że może jednak
jest odwrotnie.
