Romans kolejowy
Kiedyś jadąc z Paryża do Gery
Koło Grety usiadł sobie Eryk.
Co było dalej
Powiem wam, ale
To za długie na jeden limeryk.
Eryk gapił się w okno, aż w Metzu
Poczuł ciarki i mrowienie pleców,
Poczuł, że Greta
To jest kobieta,
Że aż serce mu płonie, jak w piecu.
Gdy dojeżdżał pociąg do Saarbrücken
(Właśnie kiedy na most wjeżdżał z hukiem)
Zapytał czy
Dała mu by
Swoich włosów na pamiątkę pukiel.
Na to Greta prawie do Darmstadtu
Się zwierzała mu szczerze jak bratu,
Że ma perukę,
A więc ten pukiel
To jest rodzaj włosów surogatu.
Milczał Eryk do Fuldy, czy Hannau,
W końcu jednak rzekł do niej: Kochana
Ach jakbym chciał
Wpaść z tobą w szał
Na Hawajach, czy innych Bahamach,
Albo tutaj (pociąg był w Weimarze)
Snuć jak Goethe z Lottą nici marzeń...
O moja naj!
Nadzieję daj!
Greta na to rzekła: Czas pokaże.
W końcu pociąg dojechał do Gery,
Tam na Gretę czekał mąż, emeryt.
Gdy to zobaczył
Z wściekłości płacze
I wymyśla kobietom ten Eryk.
.
