na obraz i przeciwieństwo
wszystko co go spotyka –
czekało na tej ścieżce
od wielkiego wybuchu a może i przed nim
ta marność w cyklicznościach
i wolność w zależnościach
istnienie w niewoli zgłębiania tajemnic
z rozsypanych przyczyn
w dyscyplinie skutków
wydłubany wieczności
mnożony lustrem w lustrze
wydaje mu się że to nieskończoność
pół miliarda słów w życiu, dychotomie,
miłość z wodą święconą w oczach
wsiąknięte w pobocza tłocznej drogi
donikąd – po bezpańskich śladach
w przywiązaniach jak w kroplach
księcia Ruperta.
z perspektywy Słońca nie do ocalenia
nie lśni nawet w promieniach
bez kawałka szkiełka
ten tworzący ekstrakty
z wiary w swoje wytwory
do połknięcia gdy nadzieja
umiera ostatnia
