Oniryczni kochankowie
Odpłynęli z wolna w gwiazd mrowie
Podglądam ich chciwie przez okno
Mych zaciśniętych kurczowo powiek
Mych marzeń sennych snutych o świcie
Tak bardzo niechcianym chłodnym i bladym
Baśni tysiąca i jednej nocy
Podszeptów zwiewnych Szeherezady
Czy są to moje pragnienia skryte
Czy tylko mętne przybłędne omamy
Upajam się nimi, dławię i duszę
W odmętach sennych tej melodramy
Czy starczy mi siły, czy starczy odwagi
By wyrwać się z objęć twych Morfeuszu
By przetrzeć oczy i spojrzeć ku słońcu
Dopuścić pieśń ptaków do moich uszu
I stanąć do boju o dzień kolejny
Płonnych nadziei próbę spełnienia
Oprzeć się dzielnie słodkiej pokusie
By się nie zbudzić zatracić w rojeniach
