Moje miłości
Kiedy o tym pomyślę czasami,
To uśmiecham się ciepło, bez złości:
Drepcą sobie wolno ulicami
Wszystkie moje szalone miłości.
Ja z Iwoną, pamiętam, na plaży,
Chyba w Rewie, szumiało nam morze...
Dziś ją wnuki wożą do lekarza,
Sama chyba już chodzić nie może.
A Kamila? Czarne włosy miała,
Takie gęste i tak karbowane,
Że ją cała grupa nazywała
Czarną owcą (lub czarnym baranem).
Gdym nie walczył akurat z komuną,
To te włosy mierzwić uwielbiałem...
Dzisiaj nadal wciąż gęste ma runo,
Tylko białe, jak gołąbek białe...
Co z Bożenką, której przysięgałem,
Że po studiach jej będę na wieki?
Jej nie widzę. Ponoć ją wysłała
Gdzieś rodzina do domu opieki...
Te dziewczyny - kiedyś tak urocze,
Że bym zmienił wiarę, by mieć harem -
Gdy mi dziś traf podsunie przed oczy,
To w nich widzę tylko babska stare.
W głowie smutne się myśli kołaczą
(Do rozkoszy się to nie zalicza),
Że gdy one mnie czasem zobaczą,
Także myślą, żem zdziadział, spierniczał.
Tyle piękna czas wredny skasował,
Nie zostawił najmniejszego śladu.
Wszystko po to, żebym nie żałował,
Kiedy przyjdzie opuścić ten padół.
.
