Piekło polskie
Ze smutkiem patrzę na tę wstrętną zgraję,
Nie - ludzką, chociaż ma kształty człowiecze;
Na te potwory, którym się wydaje,
Że Boga nie ma, więc im się upiecze,
Więc mogą jadem pluć i mogą "hapać".
To słowo, wie kto poznał ich narzecze,
Znaczy kraść (byle nie dać się przyłapać),
Gdy ktoś z nich wpadnie, ma czelność się bronić,
Językiem wokół z oburzeniem chlapać,
Że dużo więcej przecież kradną "oni",
Że jego wpadka to jest wrogów spisek
I że to widać jasno jak na dłoni.
On ich zna dobrze, zna, jak konie łyse,
Tych, którzy wrogom ojczyznę sprzedają,
By nie utracić swoich pełnych misek,
A jemu, który pracuje dla kraju
Jakieś się drobne grosze wypomina,
Co na waciki ledwo wystarczają.
Nietrudno zgadnąć, jaka jest przyczyna
Owej nagonki bezprecedensowej...
Kiedy takiego słuchasz sukinsyna
Otwiera nóż się zaraz sprężynowy
W twojej kieszeni. Więc telewizora
Choć ciągle sprawny, choć śliczny, choć nowy
Czas się już pozbyć. To najwyższa pora,
Bowiem obłędem omnipotens Deo
Skarze gdy chłoniesz ten kłamliwy chorał...
Odi profanum vulgus et arceo.
.
