Dół ze struchleń
bo najszybciej się człowiek wciąż podnosi na czyjejś krzywdzie
w tym wypadku na mojej, więc korzę się, by potem się podnieść
i w przystanku zapomnieć przeszłość w czerstwej życiowej przestrodze
Narazie nie mogę, więc błądzę myślami nad tym, kim jestem;
Wstać w walce gdzieś w sobie jest gorzej, gdy rani każdym swym gestem
ambitnie poniekąd westchnień obiekt w swoim dole ze struchleń
a kim jest człowiek wgłąb nie wiem, toteż oprzytomnieć jest trudniej
Krąży wciąż ze smutkiem mym ten strumień myśli codziennych
bo czyn w sobie żmudniej dziś w sekundzie wyśnić od biedy
chodzi w głowie wprzód chęć, by nieść z bólem krzyż, nim odpędzi
coś w mig Opiekun Przejść w tym, więc snuję wynik dogłębny
Przy czym korekty w tej drodze po swoje od podstaw w sobie
niczym są, lecz gdy wiem co jest owocem, to zdołam odejść
lub zwyczajnie obejść problem w sytuacji, gdy mam nauczkę;
W trudnym czasie proces w kontrze, gdy dualizm życia jak ustęp...
