Łup
Łup
Łup
Łup
Otwierasz oczy
Zakrzywiona przestrzeń
Ściąga cię na podłogę
Leżysz w strachu
Ściągnięty za nogę!
Łup
Łup
Sypią się ściany
Pulsuje w skroni
Kończy się świat
Nadchodzą oni
Myślisz szybko
Oni to kto?
Ogary piekielne?
Żółtooki demon z ferajną?
Bestie bezwzględne!
Przerażony, nie myślisz jasno
Otworzyły się piekieł bramy?
Albo niżej...
Kurwa, Lewiatany!
Trzeba było posypać próg solą
Dach, sufit i ściany!
Łup
Napiera na ciało
Ciężar apokalipsy
Głos odebrało
Nie krzyczysz
W ciemności za oknem rozbłyski
Niech kończy się świat
Niech będzie po wszystkim...
Łup
Łup
Łup
Idą od góry
Marszowym krokiem - przymierze
Wkurzone anielskie chóry?
Odmawiać pacierze?
Jak nadwiślańscy gondolierzy
Chcesz uciec za morze
Przecież ty nawet nie znasz pacierzy!!
Łup
Łup
Sypie się sufit
Miał rację wódz galijskiej wioski
Myśli nerwowe
I szybkie wnioski
Niebo spada nam na głowę!
Łup
Ostatnie
I cisza...
Dzień, okno na miejscu
I ty spocony własnym oddechem
Na łóżku
Z łupaniem w sercu.
