Siekieroszada
i tak dalej, i te pe,
latał gość z siekierą w głowie.
Chcecie - wierzcie, chcecie - nie.
Jakby kozy nie dość było,
gonił w kółko, aż do rana.
Że to wszystko się zdarzyło ?
Rzecz przedziwna. Niesłychana.
Temat dorwał już mąciciel.
Zręcznie wrzucił w papki tryby -
Święty, oszust, uzdrowiciel ?
Tak ! Z siekierą. Całkiem żywy !
Żurnalistki przybywają -
Błyszczą szminki, 'sitka' nowe.
Służby wiedzą i czuwają -
Trój i czteroliterowe.
Tłum gdzieś kręci się skłębiony.
Prorok, co się zwał Świętosław,
wznosi ręce nawiedzony -
Na kolana...Pobłogosław...
Na raporty przysięgają -
chociaż grube i do bani,
ci, co w dal za nimi ciągną,
ciągną w dal się - psychofani.
Krąg zatacza szersze kręgi,
każdy znawcą i papugą.
Artykuły, filmy, księgi
leją się szeroką strugą,
choć nikt wcześniej nie zapytał,
nim zjełczała myśl kaprawa -
Kto nawarzył, co napytał ?
Jakie piwo, jaka sprawa ?
Tylko Jasio pod trzepakiem,
innym dzieciom szeptał był,
że w drewutni pił z sąsiadem,
szedł po drzewo i se wbił.
