Świt w cieniu
Jak wschód słońca po długiej nocy,
gdy mrok ustępuje blaskowi,
a gwiazdy znikają w zapomnieniu.
Jak motyl wyfruwający z kokonu,
rozpostarty na wietrze nadziei,
gotowy wzbić się ponad burzami życia.
Jak wspinaczka na szczyt góry,
gdzie każdy krok to odważne pokonanie lęku,
a każdy oddech to początek nowego,
wznoszącego ponad chmury zwątpienia i chaosu.
To jak sadzenie nasion w ziemi,
z których wyrośnie drzewo siły i mądrości,
a krople łez, jak deszcz,
odżywią korzenie duszy,
by dały życie pięknej, silnej i odpornej roślinie.
Jak wędrówka przez mroczne lasy,
gdzie każdy krok to odwaga,
a każdy cień ciemności to nauka,
której światło ukazuje się dopiero
po przejściu labiryntu własnych lęków.
To jak wyjście z podziemnej jaskini,
gdzie cienie były jedynym światłem,
by ujrzeć pełnię słońca i rozświetlić własną drogę.
To jak burze na oceanie,
które, choć groźne,
uczą sztuki żeglowania przez wzburzone wody,
by w końcu dotrzeć do spokojnego portu,
pełnego ciszy i refleksji.
Po nim następuje moment,
gdy rozpoznajesz swoją prawdziwą moc,
jak promień słońca przebijający się przez chmury,
widząc, że w sobie masz nieograniczoną siłę do odrodzenia.
To jak narodziny nowego światła,
które rozświetla mrok przeszłości,
a każda łza to kropla oceanu mądrości,
z którego wyłania się wyspa nadziei i odnowy.
