Człowiek kruszy się w kościach
W szeleście suchych liści,
w szumie cudzych myśli w głowie,
smak strachu rośnie w ciszy,
jak wyrok w pustym słowie.
W kręgu chorej nienawiści,
w szarym, zamkniętym gmachu,
każdy gest traci treści,
tu oddycha się strachem.
Czułość mylona ze słabością,
miłość z kontrolą i presją,
pęka pod własną tożsamością,
zasypaną ślepą agresją.
Brak poczucia wartości,
wdrukowany jak reguła.
Człowiek znika w zależności,
na nowo, kona fabuła.
