Prawdziwy pech
od rana ściga mnie pech
wstałem lewą nogą
żoneczka ścierką zdzieliła
przechodząc przez próg
potknąłem się i o kant stołu
głową zahaczyłem
a pod stołem siedzi czarny kot
czort wie skąd się wziął
pewnie Zołza go podrzuciła
nie wiem dlaczego
jest taka złośliwa
przecież wszystko robię
na mrugnięcie oka
i wychwalam ją pod niebiosa
wyszedłem z mieszkania
pośliznąłem się na skórce banana
w sekundę byłem na dole
pal licho noga złamana
w szpitalu gips nałożyli
wtem żoneczka mnie przytuliła
i z pecha sennego
starego wybawiła
