ubogi wiatr
niesie zapach milczenia
słona łza w moim spojrzeniu
niepotrzebnie przywraca przyszłość
budzi się noc
w której cisza ma ciężar kamieni
idę dalej, bez mapy, bez imienia
a każdy krok jest wolą przetrwania
choć dzień kruszy się w dłoniach
iskra w popiele jeszcze oddycha
zbieram ją ostrożnie z ziemi
i niosę jak obietnicę jutra
w kieszeniach mam tylko czas
pognieciony jak stary list
czytam go powoli, bez pośpiechu
aż śmierć przestanie boleć
