spotkanie z Neptunem
dzień chylił się ku końcowi
po rozgrzanym bruku
pełzał raźnie mrok
cały dzień bez wytchnienia
lał się upał z nieba
w lot wypełniały się
skwery i ulice życiem
zwinnie omijając jazgotliwe tłumy
skierowałam moje kroki
ku przystani
orzeźwiająca bryza
musnęła moją twarz
na pobliskiej plaży
zastałam chaos
bezsilny wietrzyk
ostatnimi siłami
rozwiewał pozostałości
dziennych koczowników
właśnie ostatni promień
zachodzącego słońca
przeciął ostrzem
płonącej maczety
ciemną membranę fal
i zapłonęło purpurą
królestwo Neptuna
chowając tajemnice dnia
w głębinach
jeden promyk
jakby niechcąco
dotknął me serce
pozostawiając ślad
niewytłumaczalnej tęsknoty
za dniem
który przepadł gdzieś w mroku
za chwilą, która przemknęła bezpowrotnie
za zapachem morskiej bryzy
za beztroskim poszumem fal
odurzona nieoczekiwanym
nawałem uczuć
odwróciłam się i ruszyłam
ku miastu
gdzie migotliwe światła kuszą
ku tłumom nieznającym ciszę
ku monotonnej szarości codziennego dnia
jeszcze raz spojrzałam za siebie
w gasnące powoli
na horyzoncie słońce
w fontannie srebrnych kropli
zobaczyłam go;
króla mórz i oceanów
rozkoszującego się
orzeźwiającą wieczorną kąpielą
pora wracać do rzeczywistości
do miasta
które nigdy nie śpi
uliczny zgiełk zamroczył mnie
w betonowym labiryncie ulic
ulotnił się czar natury
neonów jasność
przyćmiła blask gwiazd
do miasta wróciłam
inna
nie ta sama
błąkając się samotnie
wśród tłumów
zrozumiałam
tak dalej żyć nie mogę
