Na chwilę zatrzymać
i czas.gdy odurzał zapach twoich włosów,
a spacer wyciszał, przepełniał spokojem -
do tamtej beztroski nie ma już powrotu.
Nie miała znaczenia często pusta kieszeń,
kawiarnią zazwyczaj była w parku ławka.
Gdy po wiośnie, lecie, nastawała jesień,
ogromny parasol chronił nas przed mżawką.
Czasem były kwiaty, za złu humor skrucha,
nadeszła dojrzałość, tak jak dzień po nocy.
Wystarczało chęci, by zmartwień posłuchać
i gdy kształt zmieniłaś, czule się podroczyć.
Dojrzały owoce, poczuły też "miętę",
troski i zmartwienia już pod innym dachem.
Wpadną pogawędzić od wielkiego święta
i obudzą ze snu zapomniane strachy.
Zdarzeń nie ubywa, zgodne to z logiką
i że to normalne, nie odkrywam pierwszy.
A pewnie dlatego, że czas wciąż umyka,
tę ulotność myśli utrwaliłem wierszem.
