Bezludna wyspa
jest zawsze taki sam.
W światłości nie widać kontrastów.
Rozbitek zszedł z drzewa.
Teraz nawleka szklane paciorki.
Oczy napastliwych turystów
nie sięgają za linię przyboju
do serca atolu,
gdzie żółwie kryją w skorupkach
jaja o kształcie S.O.S.
Homo hominem lupus buduje zamki z piasku,
marzy o tratwie,
najeżdża wyspy sąsiednie,
a w czasie wolnym uprawia własny ogródek.
Butelki używa tylko w ostateczności.
Ale najpiękniejsze na wyspie bezludnej są noce.
Robinson patrzy w gwiazdy.
Jest taka jedna, która dla niego świeci
i może zaprosiłby ją do ogniska,
gdyby nie była tak daleko
Coraz dalej i dalej
aż w końcu utonie,
jak zawsze, za widnokręgiem.
