Niewinny współpracownik
na apel ZeteMWu znienacka trafiłem.
Politruk nauczał nas tam tak zawzięcie,
machając rękami jak flaga na okręcie.
Nauk nam ładował do łbów naszych wiele,
że „nie jedną, a dwie matki ssie pokorne ciele”.
Że można być Polakiem, co to partii służy,
topiąc Polskich Patriotów w bratniej krwi kałuży.
Że Armia Czerwona to bracia Rosjanie,
a Polska niechaj Ludową się teraz ostanie.
Budujcie Polskę Ludową, co niszczą niezłomni,
a partia wam tego nigdy nie zapomni!
Czy twój polski bliźni, co słów Bożych broni,
przed wielką partią naszą także cię ochroni?
A co by na to rzekła twa kochana matula?
Czy bliższa twoja, czy bliźniego koszula?
Pomny na te słowa, poszłem do ubecji,
cyrograf podpisać, by życie polepszyć.
Przeczytałem, co było na owym papierze:
zasady życia w nowej oraz lepszej wierze:
„Zostanę dla tej partii dielnym poucznikiem
i będę jej tajnym współpracownikiem.
A w sytuacji gdy partia wyda rozkaz,
to sprzedam własną matkę i wydam mego ojca!
Potomków wychowam ja w zdradzieckim rycie,
a partia zapłaci mi za to przeobficie.
Tak zabezpieczę swe dzieci i wnuki,
robiąc z nich możnych i ludzi „nauki”,
kolejne pokolenie by na starość nam służyć,
ramię partii wciąż żywe, gdyby mus go użyć.
Kiwając głową, gdy esbek mnie pouczał,
zapewnił, że znajdę się wśród „ludzi z klucza”,
że dnia pewnego, gdy partia upadnie,
esbecja i ja nie znajdziem się na dnie.
Tłumacząc cierpliwie, dodał mi jeszcze,
jak bardzo szerokie esbecja ma kleszcze:
„Pamiętaj — gdy zdradę będą ci zarzucać,
powiesz, że ktoś tam fałszywki podrzuca.
Zaś nasi ludzie w służbach i w Milicji,
nie dadzą nas pożreć przyszłej opozycji.
A gdy sprawa na ostrzu noża nagle się ostanie,
rząd polski rozwalim w jego nocnej zmianie!
Esbecja ma bowiem takie ambicje,
by nie osłabiać, a wzmacniać pozycję.
A jeśli i zajdzie jaka wyższa potrzeba,
to prędzej całą Polskę bylekomu odsprzeda,
niż władzę swą oddać spokojnie w pokorze,
i resztki godności zachować w honorze.
Teczki schowamy, dowody spalimy,
by w razie czego nie było w nas winy.
Nie martw się o siebie, ni o swoje donosy,
albowiem i w palestrze my mamy swe głosy.
Sąd wyda wyrok w trybie administracyjnym,
stwierdzając, że byłeś w zasadzie niewinnym,
tłumacząc twego życia zdradziecki upadek,
że bycie kapusiem to czysty przypadek.
Partia o tobie nigdy nie zapomni —
dadzą ci medal i postawią pomnik.
Lecz jeśli nas zdradzisz i być wiernym przestaniesz,
zadbamy szybciutko, że samobójcą się staniesz.”
A dalej już ubek takie miał herezje,
że głosił wprost aż niewiarygodne wizje:
„Zadbamy o wszystko, co tylko ci trzeba!
Potem, po życiu, ty trafisz do nieba!
I aby, co lepsze, cię nie ominęło...”
Tu serce ubeka wtem nagle stanęło!
Otworzył on jednak zaraz swe oczy,
zdziwiony, jak cała historia się toczy.
Nie trafił on wszak do żadnego nieba,
nie dane mu było wiecznego jeść chleba.
W kotle, we wrzątku, pływać mu zaś przyszło,
znęca się tam nad nim niejedno diablisko.
Śledczy piekielny rozpoczął karnawał,
zadając mu te same tortury, co i on zadawał.
Na koniec nawiedził mnie ubek w koszmarze,
bym prośby wysłuchał, gdy poddawał się karze,
abym ja słowami wiersza tą jego niedolę
innych żywych, tutaj, ostrzegł w samą porę.
