nie’zwykła droga
chłoną się i dzielą
leżą w zakolach
pod gołym niebem
szukam ścieżki
w tumanach pyłu
po niewidzialnych
wozach
słońce złotym
powiewa sztandarem
zły blask bije
zorzą po bruku
cień po bulwarze
szarością się leje
leniwie podąża
jakiś krok za krokiem
senne oczy
dławią się słowami
mokrym dreszczem
spływa słona woda
spłacam na raty
niepojęty spokój
trzecia już w nocy
i nie mogę zasnąć
głaz tylko pamięta
to, czego nie było
świat się odwrócił
w stronę milczenia
serce drży jeszcze
wyczuwając trwogę
rano ponownie
ruszę w moją drogę
