Naga
twój kontur to tylko granica państwa
w którym rządy sprawuje nieuchwytne
nie zdejmuję z ciebie warstw bawełny
to byłoby zbyt proste jak otwieranie listu nożykiem
zdejmuję ciszę którą obrastasz w tramwajach
przez pancerz uprzejmych uśmiechów,
ubieram w prawo do wstydu
przebiegającym między tym co myślisz
a tym co boisz wypowiedzieć na głos
masz w sobie strukturę świeżego chleba i betonu
rzeczy koniecznych by dom stał i karmił
wstyd, to tylko inna nazwa czujności
osłaniam go w tobie żebyś nie musiała
zawsze być gotowa do walki z cieniem
oto jesteś - bezbronna i kompletna zarazem
nieodkryta choć znam na pamięć mapę twoich blizn
ubrana w moją uważność która nie ocenia
ale po prostu jest jak grawitacja
