Cztery pory zmartwychwstania
nadzieją.
chcąc wiedzieć kiedy zamknąć oczy
trzeba przytomnym być od wewnątrz
z rozwagą czujność w sercu nosić
ona by przetrwać jest konieczną
a gdy już znajdziesz "święty" spokój
nie pozwól gasnąć jego aurze
na skórze somatykę poczuj
i ucz się wokół szerzej patrzeć
Człowiek wolny od brzemienia śmierci, jest triumfem nad jej tragedią. Nie umiera, nie prosi o łaskę w fałszywej pokorze, nie rozpacza, choćby ostatnim tchnieniem zatęsknił do lata.
duszę z popiołu zaklinam w pamięć
Ciebie prosimy (...)
krew niech napowrót ciałem się stanie
Ciebie prosimy (...)
modlitwą jestem i nią zostanę
Ciebie dziś proszę - wysłuchaj Panie
choćbym u szyi miał ciężki kamień
nie pozwól nigdy zrzucić go
amen
Najpiękniejszą jest jesień, której nikt nie czeka. Niezmartwiona, rzuca swój płaszcz gdzie popadnie. Lubię z nią deptać kałuże - w zmąconej wodzie przeglądamy krzywiznę świata.
"Wszystko, co mam, jest w niej zakochane."
mogę potrzymać za mały palec
tym którym zmieścisz złamane słowo
i nie przejmować wcale a wcale
się że nie do mnie a raczej obok
przychodzisz smutna jesieni życia
wciąż zamyślona tęsknisz do wiosny
wzroku zmartwionych często unikasz
jesieni życia proszę się ocknij
Nadzieja nie umiera, zapada w sen zimowy i ciężki, jak powietrze przed burzą. A sen, czarno biały od śniegu i spalin, dryfuje nad krawędzią.
przyjdź choć ogrzać swoje dłonie
i oczyścić z lodu serce
ten nasz wspólny wieczny płomień
może być czymś znacznie więcej
niż dysonans wśród zmarzliny
rozproszonej jak odbicie
w lustrze w które nie patrzymy
przesiąknięci własnym mitem
