W stronę światła
chirurdzy pojęć preparują nową anatomię wzroku.
To nie jest spór o słowa – to lobotomia
wykonana jedwabną nicią.
Masz przestać ufać siatkówce, bo prawda
jest zbyt szorstka dla wykwintnych podniebień.
Twoja dezorientacja to jedyny stabilny surowiec;
im mniej czujesz grunt pod stopami, tym łatwiej
przerobić cię na paszę, w systemie rur odprowadzających
resztki twojej autonomii do prywatnych rezerwuarów.
Pod lukrem cyfrowego PR-u pulsuje czysta fizjologia.
Istnieją enklawy poza prawem ciążenia i sumienia,
gdzie etyka jest towarem luksusowym, na który stać
tylko tych, którzy ją sprzedali
Tam człowiek staje się jednostką kaloryczną,
miękką tkanką do testowania dewiacyjnych apetytów
nowej, drapieżnej klasy gatunkowej.
Patrzą oni na resztę świata jak na bufet,
w którym dania zaczęły zbyt głośno myśleć,
choć dzisiejsza myśl to cmentarzysko zużytych protez –
większość przehandlowała kręgosłup za miejsca siedzące
w poczekalni do rzeźni.
Komfort stał się najskuteczniejszą klatką,
a jednak, w szczelinach algorytmów gęstnieje
nowa, niebezpieczna biologia.
To ci, którzy wypluli skrypt razem z krwią
potrafią odróżnić odór rozkładu od zapachu wolności.
Ich siła to uporczywa, cicha higiena umysłu;
zwierzęca zdolność powiedzenia „nie”,
