Prosta rada
jakoś tak bez zapowiedzi.
Na meblach się umościł,
na poduszkach - i siedzi.
Do mnie niepodobny,
pełen zadowolenia,
brzuch raczej zasobny,
Z oczu bystre spojrzenia.
Rad z mych min nietęgich,
nostalgią skrapianych,
Radość bije z gęby -
drwi: "tyś zakochany...
i to nieszczęśliwie,
radość mi tym sprawiasz.
Mówię to uczciwie.
Gdy sam się osłabiasz
u mnie humor wzrasta,
choć żem raczej mrukiem,
z grymasami basta,
gdy twarz z powagi nadrukiem
u człeka dostrzegę.
Chcesz żebym się wycofał,
opuścił cię biegiem?
To śię w końcu, idioto, odkochaj -
to proste, proszę ja ciebie."
