Po Kartuzach klasztor
też stary zagajnik,
a w nim ruiny klasztoru.
W domku dla mnichów
żyją dziś pszczoły.
W kościele brak dachu,
drzwi, okien.
Zostały
już tylko kamienie
i cegły,
sklejone zaprawą
sprzed wieku.
Dwie ławki spróchniałe
i drzewo pośrodku,
a pod nim żółciutkie
żonkile.
Jedynie co nowe,
to toalety,
choć one są tutaj
pod kluczem.
Gdzieś dalej nieco
szum autostrady
niesie się tu niepotrzebnie.
"Nie dziwię się więc,
że nie ma tam mnichów..."
– westchnąłem Bogu
przy kawie
w przyczepie,
a On też westchnął,
lecz ciszą.
