Makrela w pomidorach i Jonasz
makrela w pomidorach.
W głowie Jonasz,
w sercu cisza grobowa.
Żebym chociaż uciekać umiał,
jak ten prorok –
błyskawiczna modlitwa.
Przełykam kęs,
patrzę za okno,
a tam śnieg topi się,
choć jeden jest dopiero
ponad zero.
Mógłby jakiś robak
zeżreć całą tę szarość,
żeby wróciło Słońce,
i widok na Niniwę.
Dałbym się nawet wyrzucić
za burtę, na margines!
– żeby uratować tych,
którzy nie chcą zginąć.
Bez słów,
bez tłumaczeń,
bez happeningów.
Zwyczajnie –
bo tak działa
Ten, który stworzył
i gwiazdy, i ziemię,
i makrelę.
Bogu nie uciekniesz,
ale czasem warto spróbować,
żeby na oczy przejrzeć.
