Kule nad głową
Płaszcz rzucił na skrzynię,
Jeszcze w uszach mu huczało,
Jeszcze czuł, że ginie.
Ona w kuchni się krzątała,
Jakby czas wstrzymali,
I herbatę nastawiała
W imbryku ze stali.
Siadł w milczeniu, w nią wpatrzony,
Z drżącymi rękoma,
Dawno tak nie widział żony...
Pot mu spływał z czoła.
– Tam w obliczu strasznej wojny
Myślałem o Tobie –
Mówił spięty, lecz spokojny.
– Byłem prawie w grobie.
Kiedy kule nad mą głową
Wciąż przelatywały,
Myśli moje były z Tobą
I tam już zostały.
Ona milcząc podawała
Mu kawałek chleba.
Wzrok wpatrzony w okno miała,
Za nim błękit nieba.
Wreszcie rzekła, czując w kościach,
Rozmarzona cała:
– Ja też w tych okolicznościach
O Tobie myślałam...
Już po chwili, twarz mu zbladła,
Wtem krzyknął do żony:
– CZYJE kule ci latały?!
Jestem przerażony!!!
01-01-2026
GrzesioR
