w objęciach Rosy
rósł na polu gryczanym
złocisty, pewny siebie
własnym słońcem ogrzany
mapę kreślił na niebie
z wiatrem już umówiony
gotowy do odlotu
w puch biały wystrojony
więzy już wszystkie rozplótł
jeszcze ciemnym świtaniem
drzemała przy nim osa
zmarznięta przed śniadaniem
wprasza się ona - Rosa
ciężko na nim osiada
wilgocią go okrywa
marzenia lotne skrada
z ciepłem jego odpływa
na grudzie ziemi leży
zziębnięty oraz zwiędły
ona się wnet pocieszy
gdzieś na listku kolendry
