Little white love
zbliża się ku końcowi,
a po niej
– jak wiadomo,
w ogrodzie dojrzeją
owoce.
Przyjdzie też czas
na żniwa,
na plew oddzielenie
od tego, co dobre.
Z niewielkiego wzgórza
spoglądam wstecz,
a tam wszystko niczym
maleńki kwiat jaśminowca.
Nawet to, co w kroplach
zamknięte –
pachnie jakby
słodkim kadzidłem
na niewielkim węgielku.
Nie lękam się.
Czekam zwyczajnie.
Po niebie dziś biegają owce.
Deszczem trawy zroszone.
Jeszcze krok lub dwa,
a później Początek.
