Sterylna
Biały fartuch niesie zapach chloru
i wczorajszego ciała.
Igła wślizguje się w żyłę
jak w miękkie masło.
Krew odpływa rurką – gęsta,
jeszcze ciepła, jeszcze moja.
Oddycham przez plastik w nosie,
powietrze wtłaczane do martwego balonu.
Na wielkim palcu u nogi
plastikowa plakietka z numerem.
Czas gęstnieje.
Słyszę, jak puls w skroniach zamiera.
Pielęgniarka kreśli ptaka na karcie,
nie podnosząc wzroku.
W kostnicy będzie ciszej.
Tam nie śmierdzi środkiem do dezynfekcji –
tylko stal
i mróz.
I nic więcej.
