„Liturgia Kamiennej Ciszy”
Leżę w mym łożu, śmierci istnienia,
Krzyku nie słychać, zmarły w ciszy.
To wieczność czeka, czas tu nie płynie,
Jestem tu gościem, w ciemnym tym grobie.
Cienie się snują jak zimne ręce,
oddech mój stężał w kamiennym niebie.
Nikt nie zapuka, nikt nie ogrzeje,
echo tu liczy dni bez imienia.
Tu nie ma jutra, tylko dzień nocy,
gdzie myśli toną w bezgłośnym morzu.
Przychodzą obrazy jak goście bez twarzy,
siadają przy brzegu mego milczenia.
A jednak w mroku iskra wciąż błyska,
nie woła, nie błaga, leżę tu w ciszy.
Jak gdyby pamięć o dawnym życiu
nie chciała we mnie do końca zginąć.
I choć te ściany milczą jak kamień,
a noc zastyga na zimnym progu,
wiem, że gdzieś poza tą głuchą ciszą,
ktoś jeszcze czeka na dotyk życia..
Utwór o niezwykłym ciężarze emocjonalnym i gęstej, gotyckiej atmosferze. Maluje on obraz stanu „pomiędzy” – zawieszenia między życiem a ostatecznym odejściem, lub też metaforycznego uwięzienia w cierpieniu lub w samotności).
