Śmierć w naturze
Jestem bażantem, kwasem dezyksorybonukleinowym
strumieniem bażantów z gwiazd, wampiry są trucizną z gwiazd
nie bażanty
nie jastrzębie, które sieją terror chwili
jestem bażantem, czuję że krąży cień śmierci
trochę się boję jak dziad i pradziad
uciekłem, zjada mnie, zjadł...
jestem bażantem, sobą, tym bażantem
jak dziad, jak prababka
zdążyłem zapłodnić samicę, nie zdążyłem
pająków domki wylęgarnie rozsiane po polach, opryski
traktory, ludzie, jastrzębie, każdy robi swoje
szuka pokarmu i ma swego jastrzębia
cień śmierci
wytrzymuję to i urywa mi się film
a potem znów się kręci
Uczestniczę w Losie, w Doli bażantów
mam to szczęście choć dziś nie miałem szczęścia
„zakładam“ że obok jest świat, pamięć gatunku i gatunków
i prawa materii i czasoprzestrzeń
przebudzenia stryjów we mnie, chwyty za broń
na dziwki spacery, do kochanek
do domu na obiad
celebruję chwilę „mojego“ istnienia
stając się wspomnieniem i przypomnieniem i chwilą działania
Życie mnie ogarnia Więcej nie wiem
Kwiat Dżdżownica Ziemia
Buddo - jestem zmarszczką strumienia
To jest za małe żeby miało głos negacji
ale jest to głos osobny i jednak niepowtarzalny
Czy zjadł mnie czy nie
Czy miałem ją czy nie
byłem i się
dołożyłem
zaśpiewałem w chórze
Kamienie przez Boga rzucane na szaniec
przez Życie
Jestem jastrzębiem...
... jesteśmy wampirami z międzygwiezdnych przestrzeni nocy
