,,Kotłownia Myśli"
czy staje się aniołem upadłym, gdy światło
naszej nadziei ugrzęźnie w kominie sumienia?
Podszedł o północy, kiedy przejście było
ani na tak ani na nie,
do najmniejszej izby,
tuż nad kotłownią myśli.
Pierwszy krok był lekki,
jeszcze blask księżyca wtoczył się wstęgą
po schodach..
Uśmiechnął się do niej,
bo dał sobie ten czas na radość.
Przecież złapie, jak tylko postąpi krok..
i spadł o piętro.
Zgrzytnęły zasuwy po huku metalowych drzwi,
Wtedy uświadomił sobie, że były takie..
ale zlekceważył i drzwi, i zasuwy i huk.
Spojrzał do przodu, jak zwykle..
Korytarz do pustej sali,
gdzie było tylko krzesło,
zapatrzone w lustro,
na bujanych stalowych ramach.
Miał tylko dwadzieścia cztery kroki
i zobaczy, co za piosenkę nuciło..
Bo przecież coś słyszał
a lustro nie nuci, tyle wiedział,
tak często obcował z płaszczyzną tafli..
Szedł bardziej niż o kulach,
a głowa nie mogła pomóc.
Była zabetonowana na tym pierwotnym celu.
Gdzie miał rozum, nie zabierając w podróż
ani kurtki ani szalika ani kapoty ani latarki..?
Tu jest coraz zimniej-wzmagało pragnienie zmiany..
Czy to było pragnienie?
Przecież zawsze szedł, gdzie pragnął..
Tym razem nogi posuwały podłogę
w przeciwnym kierunku,
jakby posadzka mokra ślizgała się na szynach
niedostępnej płaszczyzny, jeszcze niżej...
Doszedł tak wyprany,
jak ociekające marzenia i plany,
które były rozkazami..
Musiał usiąść!
Zresztą, bujane monotonnie krzesło było
na drodze tego ruchu ku pytaniu:
Co widać w lustrze,
że miejsce zgrzyta i ciągle nuci?-
-Raz do góry, jak dźwięk zapamiętanej zasuwy,
-Raz na dół, ślizgając gładź tafli pod ciężką podłogą..
Wtoczył się na fotel, wyrywając kawał stęchłego powietrza
z obopólnej klamry wokół szyi..
Teraz chciał tylko spojrzeć i być..
Spojrzał i nagle oczy wypełniły lej do czaszki,
na dno odpowiedzi:
w lustrze jest on,
a za głową czarne skrzydła.
To one były ciężarem-
-to była jego ostatnia myśl- pomyślał..
https://suno.com/s/TBnCa4yKpMXqIdXn
ps. taki dziś komentarz..
do Twojego wiersza o Aniele na daszku między kominami Miasta grzechu..
