W ramionach nocy
tam, gdzie noc mięknie od ciszy,
a świat przestaje być ciężarem.
Zbliż się tak blisko,
żebym mogła zapomnieć,
że czasem wszystko we mnie pęka.
Nie mówmy od razu,
niech najpierw oddechy się uspokoją,
niech dłonie nauczą się znowu czułości.
A potem… powoli, szeptem,
rozplączemy to, co w nas boli najbardziej,
jak węzły, których nikt nie widział.
I może w tej ciszy między słowami
okaże się, że nie jesteśmy sami,
że ból dzielony…
przestaje być aż tak ciężki.
