Kiedyś był prawdziwy chleb
i dym okraszał każde podwórze,
dawnom zostawił jak motyl różę
na wieczny spokój stary smak chleba.
Serce wpomina - taka potrzeba,
zapisać przeszłość na chwilę dłużej.
Rozgrzane piece, bochny nieduże;
postęp tradycję skrzętnie pogrzebał.
Dziś szpetnej kromki oblicze marne
a dziecka chęci śpią gdzieś głęboko;
budzą się czasem, budzą ofiarnie.
W owych podwórzach ni jeden kamień,
nie ostał się już (choć wprawne oko,
ujrzy w parcelach pokoleń znamię).
