Złoty Pałac
Jest Złoty Pałac na tej górze
A ja w nim jestem jakby stróżem
Stróż, dzielnicowy, zwykły cieć
Niełatwo fuchę taką mieć
Ma Pałac okna w cztery strony
świata i fosę, most zwodzony
(jak to pałace zwykle mają)
a w nich królowie przebywają
zazwyczaj lecz nie w tym przypadku
Tu króla nie ma, a w dodatku
mieszka w Pałacu smok – czarodziej
co dziewki piękne zżera co dzień
Jest Złoty Pałac...
Kiedyś pożerał gad wyłącznie
same dziewice, dziś... co pocznie?
Na zestaw cnót nie patrzy wcale
do wieku też nie wnosi „ale”
Jedno nie zmienia się przez lata
apetyt – wszystkie jaszczur zmiata
Rośnie deficyt żeńskiej strony
i coraz trudniej jest o żony
Jest Złoty Pałac...
Forsują fosę dzielni woje
Każdy odziany w jakąś zbroję
Każdy ma marsa na swej twarzy
i o zabiciu smoka marzy
A ja tę wielką ludzką zupę
od lat się staram trzymać w kupie
A co zostanie to zamiatam
prosto do fosy. Mury łatam...
Jest Złoty Pałac...
Lecz przyjdzie dzień ten wymarzony
gdy trzasnę furtą z drugiej strony
Wezmę tobołek, klucze rzucę
do fosy i już tu nie wrócę
A niech się martwi gad pieprzony
kto po nim sprzątnie... kalesony
resztki wyrzuci i odkurzy
niech sam to robi
- jest już duży!
