Patriota
przeżyć jeszcze raz —
tak jak wtedy, gdy beztroski
czułem dziki smak.
Kiedy grunt był pod stopami,
choć w kieszeni nic,
a biegając ulicami
czułem liści dym.
Słońce zawsze grzało mocno, a
deszcz ciepły był —
proszę, pozwól mi raz
jeszcze wrócić w tamte dni.
Przygryziona krwawi warga,
w palcach drzazg ze sto,
grzechot koralików w szprychach,
kamień, żółte szkło.
Połamane stoi drzewo
i spróchniały krzyż.
Liczę już dziesiąty wagon —
wróć mnie w tamte dni.
