„Miasto, które śni o życiu”
Nie wszystko, co zgasło, przestało świecić.”
latarnie płoną wspomnieniem dawnych oczu.
Ulice....
puste, lecz pełne szeptów,
każdy kamień pamięta czyjś krok.
Zjawy przeszłości,
bez imion, bez czasu,
unoszą się w powietrzu, niedokończone modlitwy.
Żyli, lecz nie żyją, zawieszeni .....
między oddechem a ciszą.
W ścianach domów, ich śmiech, ich krzyk,
dotykam historii, co nie chce odejść.
Wieki minęły, lecz dusze wciąż błądzą,
nie wiedząc, że już ich nie ma.
Miasto oddycha smutkiem,
każdy balkon, pustym teatrem,
każde okno, lustrem samotności.
A jednak...
w martwej symfonii brzmi nuta nadziei.
Bo jeśli pamiętam, istnieją...
Jeśli słyszę, to mówią.
Jeśli kochali, to miłość nie umarła.
I może właśnie w tej rozpaczy,
rodzi się coś więcej niż śmierć.
Tu cień rozmawia z cieniem,
o tym, co było, co mogło być,
i co nigdy nie będzie.
Ich słowa...
jak liście...
wirują w bezwietrznym powietrzu.
Miasto nie śpi.
Ono czuwa, jak matka przy łóżku dziecka,
które dawno już dorosło, lecz w snach wciąż....
Płacze.