gdy zakwita kamień...
tramadol popijam monsterem energy
potem łykam xanax znów popijam
a w puszce w niebieskie motyle
mnożą się zawały i nawały myśli
liczę na efekt inny niż zawracanie głowy
czy deszcz na gorącym asfalcie
daleko mojej skórze do wakacji
nad morze
tylko skąd krople drżące i słone
i znów mży mruży blizny
otwierają się niedokończone sprawy
a czas nie przystaje
proszą o niezamykanie drzwi bo sny
zechcą wejść z ulicy od mamy
czy nie za wcześnie
na abstrakcyjną formę czasu przeszłego
niedokonanego w funkcji przyszłego
w połączeniu
z być byt się ślizga
na rozlanym mleku z nabrzmiałych piersi
nie zamykam siebie
wyrzucam tylko śmieci
śmierć w czapce kominiarza macha guzikiem na szczęście
