po drodze do domu
tam gdzie nie byłem
a teraz jestem
same znajome twarze
niczym szklane witraże
mijały mnie po drodze
gdy wracałem do domu.
wszedłem do parku
chodziłem tak doprawdy
w kółko
jesienne liście
w porannym słońcu
odwracały niepokój
który truchtał za mną
nie męcząc się wcale
usiadłem nad stawem
rosły tam wierzby płaczące
a opuszczone gałęzie
delikatnie czerpały wodę
by żyć
ludzie w zadumie
spacerowali alejkami.
nie mierzyłem czasu
bo ten szybko mijał
i nie dawał odetchnąć
ani pomyśleć
co będzie dalej
teraz jest wyczekiwanie
na lepsze, zdrowsze jutro
na czas powrotów
do normalności
i na bycie samym sobą
w końcu jestem sam
nauczyłem się milczeć
by nie przeszkadzać
