Dwa dorodne modrzewie
dorodne modrzewie
koronami strzelały w niebo
u podnóża uśmiechały się
głowy sitaków
ptaki wiły gniazda
sowy drzemały od czasu do czasu
i zerkały przez szybę
a w pokoju było zawsze ciemno
mur osadem zielonym się pokrył
przyjechali drwale piły groźnie zawyły
tylko pnie zdrowe pozostały
na świadectwo ludzkiej siły
w pokoju jest jasno jakby
cały dzień słońce świeciło
aż trudno uwierzyć że tyle lat
w cieniu tych drzew
normalnie żyliśmy
