Światło, które zostało
jakbyś sprawdzał, czy droga jest dobra,
czy trzeba podać rękę,
czy po prostu
rozbroić ciszę żartem.
Śmiałeś się tak,
że nawet zwykły dzień
stawał się lżejszy,
a problemy traciły sens —
choćby tylko na chwilę.
Twoja spontaniczność,
nagłe pomysły,
które zmieniały plan w przygodę,
i dobro, które nie pytało „dlaczego”,
po prostu było.
Dziś odnajduję Cię
w drobnych gestach:
gdy pomagam bez zastanowienia,
gdy śmieję się głośno,
choć wypadałoby ciszej.
Czasem mam wrażenie,
że wciąż czuwasz —
nie nad sobą,
lecz nade mną,
lekko, bez ciężkich słów.
I nie brakuje mi Ciebie w bólu,
bardziej w tej ciepłej obecności,
która została —
jak światło na dłoniach po słońcu,
jak dobro, które nadal krąży.
Dzięki Tobie wiem,
że miłość nie znika,
tylko zmienia sposób bycia.
A ja, niosąc Cię w sobie,
idę przez życie spokojniej.
Mam piękne wspomnienia,
maleńki ślad Twego istnienia.
Szukam Cię w każdym słowie,
szukam Cię także w sobie.
