Wszystko, co jest w ciszy
młodzieńczych, beztroskich lat,
na ustach jak obietnica,
co nie zaznała strat.
Ślad odbity w przeszłości,
w cieple wystruganych chwil,
i czas nie pytając o zgodę,
bezwolnie przemierzył setki mil.
Tajemnicze sny na skraju
nocy i jawnych dni,
jak znaki bez alfabetu,
których sens w ciszy tkwi.
Myśli pędzące donikąd,
bez mapy, bez drogowskazu,
rozbijają się o ciszę,
wracając w kształcie obrazu.
Kolejny słońca jasny promień
przecina poranny cień,
uczy, że światło wraca,
choć noc wydłuża dzień.
Codzienność zamienia godziny
w zwyczajne, ludzkie dni,
aż z chwil, które nic nie znaczą,
powstaje to, czym jesteś ty.
