czarno-białe rydwany
po domach pną się odblaski
na kroplach okien gasną
aksamitu fałdy
za miastem sprężysta droga
wytacza kierunki życia
w okrytych błotem stopach
lepią się perły uroku
twarze krążą bezwładnie
ciepła krew wiosny, tętni cała
przenika tłumy nawzajem
czarno-białe suną rydwany
w otwarte oczy niebieskie
wiatr myśli dmie nieustannie
rozbłyskują latarnie
jak świt na hafcie firanek
z bukietu róży białej
milczeniem człowieka
postrzegam w rzeczy samej
ten świat, który na mnie czeka
