światło
jesteś jak światło które nie oślepia
a tylko siada na krawędziach dnia
uczę się ciebie z częstego milczenia
co mówi więcej niż słów cały świat
patrzę jak chowasz w sobie przemęczenie
jakbyś nie chciała go oddać nikomu
a ja bym wziął je gdyby się tak dało
i odniósł daleko do obcego domu
martwię się o twój spokój
w zwykłych chwilach
przy kawie stygnącej
w spojrzeniu przez szybę
bo twoje smutki mają ciężki oddech
a ty je nosisz tak bardzo niewinnie
