Różowe kapelusze
A na polach już truskawki,
ziemia majem rozwiośniona,
zapach bzu wspomnieniem tuli,
chociaż bliższy memu sercu -
akord mchu i paczuli.
Lubię twarzą stać do słońca,
łapać pierwsze piegi,
iść pod wiatr, z wiatrem biec,
kochać, jeść i marzyć,
tak zwyczajnie, pomału -
życie miłością darzyć.
Zwinę w kłębek drobne smutki,
rozwinę kolorową nić nadziei,
przytnę pędy migdałowca
i maciejkę przy płocie zasieję.
Będę życie pić przez słomkę,
sączyć tę słodycz powoli -
spoglądając (bez zdziwienia) -
na ludzi w różowych...
kapeluszach.
- Czy mój kapelusz już gotowy?
- Jaki dzisiaj pani sobie życzy?
- Ten z szerokim rondem,
pudroworóżowy! -
I jeszcze wezmę koktajl... też różowy!
- Znaczy się, owocowy?
- Tak, proszę, wrzucić do blendera;
trochę malin, trzy truskawki,
szampana wlać ze dwie miarki,
kilka kostek lodu dla ochłody.
Nieco wstrząsnąć lekko zmieszać.
Pięknie podać w tulipanie!
- Na miejscu, czy na wynos będzie
to żądanie?
- Wezmę ze sobą w podróż życia!
Albo nie! Zmieniam zdanie!
Zostanę, by móc w spokoju
cieszyć się majem!
