Przymierze Krwi .
Siedzą naprzeciw z jednej krwi i gliny.
Bliźniacze serca, co ten sam rytm miały,
Dwa różne światy choć z jednej wiary
Prorok, pod biczem sponiewierany,
Niesie na ciele krwawe stygmaty.
Obok buntownik, na twarzy harda mina
Ogolony gładko, by wrogów przypominać
Patrzą w swe oczy – lustra tajemne,
Choć dusze odmienne, to ciała pokrewne.
Z jednej matki wszak kiedyś zrodzone
przez los okrutny dawno rozdzielone
teraz przez świata dziwne zrządzenie
w celi śmierci po latach spotkanie
„Bracie” – łotr mruknął, dotykając dłoni,
Którą współwięzień przed chłodem chronił.
Jutro u sędziego zważone-zło i cnota,
Jednego czeka wolność, drugiego golgota.
Przysięgnijmy sobie w tę noc ostateczną:
Kto z nas przeżyje, dokończy misję wieczną.
ja twoją miłość wezmę w ręce twarde ,
Lub ty z mym imieniem rozpoczniesz powstanie
Prorok mu skinął, dłoń uścisnął bratu:„
wiedział, że miłość, nie miecz przyniesie odkupienie światu”.
Rano plac zadrżał od krzyku i wrzasku,
Namiestnik ich wyprowadził po porannym brzasku.
Stoją ramię w ramię – dwaj bracia rodzeni,
Przez tłum oszalały na śmierć rozdzieleni.
Władca wzrok zmrużył, nie widząc tej więzi,
Pyta: „Którego mam uwolnić z więźniów?”.
Buntownik spojrzał na brata z ukosa
–W oczach proroka lśniły już niebiosa.
Cichy szept od niego doleciał przez wrzawę:
„Idź, żyj za nas obu i pamiętaj sprawę”.
Tłum ryknął jedno imię, wyrok się dokonał.
Bliźniak stał się wolny. bliźniak jutro skona.
Gdy ciało proroka w grobowcu zamknięto
–W skale bogacza, co Rzymowi służył miękko
–Buntownik poczuł, że krew się w nim gotuje
Brat nie rzymskiemu światu przecież przysługuje!
Jako sykarjusz, nocnych ścieżek pan,
Oszukał straże u grobowych bram.
Wykradł ciało cicho, ukrył w czystej ziemi,
By nikt nie gardził szczątkami świętymi.
Wtedy zapuścił włosy i dzieloną brodę,
Zmieniając rysy i dawną urodę.
Gdy wszedł do uczniów, za rygli zasłoną,
Zamarli z trwogi przed twarzą znajomą.„
To ja” – rzekł cicho, a głos miał ten sam,
Choć lęk rzucił cień na wieczorny stan.
„Jak wszedłeś, Mistrzu, przez wrota zamknięte?”
–Pytali, wierząc w działanie niepojęte.
On się uśmiechnął pod brodą ukryty,
Dla skrytobójcy to fach wszak nieskryty.
Znał luźne cegły i zamków tajniki,
Co dla nich cudem – dla niego praktyki.
Z czasem blizny z walk, na ciele noszone
,Wzięto za rany na krzyżu zadane.
Namaszczał uczniów, dawał im nadzieję
Słowem miłości rzeźbiąc ich dalsze dzieje.
I tak oto buntownik, co z nocy się wywiódł,
Dokończył dzieła i wiarę nową przywiódł.
