miłość stała się ciszą
wyszła majowa wiosna
poranek w światłach nie spał
lśnił na wybrzeży wstędze
wiatraki kołysały horyzont
świt wynurzał się z nocy
cienie mruczały cichym głosem
w zegarach kołowały godziny
radość boso, biegała po łące
usta spajając na ustach
ramiona w gorącej przestrzeni
dopinały się złotym pierścieniem
przez lazurowe płomyki czasu
wieńczony myślą za wody szkliwem
świata kamienny, rozbity kawałek
stał się niezbędnym paliwem
miłość nie biegła a stała się ciszą
nie wymagała żadnego imienia
i w tym konaniu, przy końca początku
zamilkła dusza, z powodu cierpienia
