pod ciężarem dat
co z nas zostało
w tym ciągłym niedosycie
po zbyt krótkiej wiośnie
zbyt chłodnym lecie
i jesieni
która deszczem rozlała się po kątach
wypłukując ze szczelin w podłodze
zapodziane myśli jasne i ciepłe
jak promienie przypisanego latu słońca
co z nas zostało
gdy w papierach początek zimy
jeszcze łagodnej
choć mróz już strąca co słabsze nadzieje
i dni skraca do minimum
noc jak cisza w pustym mieszkaniu
głucha na wołanie nie odpowiada modlitwom
o antidotum na wrodzony pośpiech
co z nas zostało
teraz gdy bezlistny stukot dobija się przez zamglone szyby
do jeszcze ciepłych wnętrz
z wystrojem nie pasującym do tu i teraz
gdzie jest tamten człowiek
przekonany że strata koniec czas
to tylko słowa
i wystarczy postawić przed nimi zaprzeczenie
a wszystko się odwróci
zazieleni zakwitnie w kolejnym cyklu
w nieskończoności
obietnicy której nie można dotrzymać
